PL EN FR DE ESP JP

strony projektów logo ork logo warzywniak logo oas logo Ratusz BB logo rw logo gap logo agl logo exlibris logo vivaoliva logo skarby oliwian
Galeria Warzywniak

SPOJRZENIA. MARIA ŻWIREŁŁO

wydarzenie wielodniowe, 2020.06.19 - 2020.07.13
w ramach projektu Galeria Warzywniak
Kliknij tu, aby przejść do szczegółowego opisu wydarzenia na stronie projektu.

MARIA ŻWIREŁŁO (1926-2017). W czasie II wojny światowej (od 1943) przebywała na przymusowych robotach w Niemczech. Po powrocie do Polski (1947) rozpoczęła studia w Wyższej Szkole Sztuk Pięknych we Wrocławiu. W 1948 przeniosła się do Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Pięknych w Sopocie, gdzie kontynuowała studia na Wydziale Tkaniny Dekoracyjnej w pracowni prof. Józefy Wnukowej oraz na Wydziale Malarstwa pod kierunkiem prof. Juliusza Studnickiego. Po przerwie spowodowanej założeniem rodziny i urodzeniem córki dokończyła studia malarskie w pracowni prof. Stanisława Borysowskiego (dyplom w 1957). Uprawiała malarstwo sztalugowe, malowała na tkaninach dekoracyjnych, zajmowała się biżuterią artystyczną. W latach 1959-1962 sprawowała nadzór artystyczny w gdyńskim oddziale Centrali Przemysłu Ludowego i Artystycznego CEPELIA. W okresie 1963-1965 była kierownikiem pracowni plastycznej w Wojewódzkim Zarządzie Kin w Gdańsku. Wystawiała swoje prace w Polsce, na Węgrzech i w Niemczech.

Magdalena Hniedziewicz: Dla Marii Żwirełło malarstwo jest płaszczyzną osobistej, własnej opowieści o otaczającym ją świecie, o jego rozumieniu i odczytywaniu, o emocjach. Opowieści stonowanej, podejmującej wiele wątków, […] spontanicznej, a jednocześnie poddanej dyscyplinie surowej, mimo że ukrytej pod urokliwością zewnętrznej warstwy wizualnej. To malarstwo mówiące spokojnym, jakby przyciszonym głosem, niespieszne, stroniące od łatwych i powierzchownych efektów. I – co najważniejsze – jest to malarstwo PIĘKNE. Choć to termin obecnie niemodny, nie waham się nim posłużyć, ponieważ od pierwszej chwili nasuwa mi się on nieodparcie podczas oglądania twórczości tej artystki. To sztuka dojrzała, wysmakowana, unikająca skrajności i nadmiernej ekspresji. Elegancka. […] te nieco staromodne określenia – pasują do jej malarstwa nie dlatego, żeby było ono staroświeckie, ale dlatego że, nie ulegając modom, konsekwentnie przez dziesięciolecia buduje własny image, własny, bardzo osobisty i prywatny świat. Dobrze jest zostać zaproszonym choćby na chwilę do tego świata by nasycić oczy i duszę jego wewnętrzną harmonią, jego ładem i jego pięknem, unosząc jego odbicie w pamięci i w sercu.”



 

Anna Cirocka  "Świat Marii Żwirełło"

W Oliwskim Ratuszu Kultury tym razem artystka wszechstronna, choć wystawa obejmuje jedynie jej prace malarskie i kilka rysunków. Maria Żwirełło (1926-2017) tworzyła obrazy olejne, rysowała, projektowała biżuterię, malowała na tkaninach i sprawowała nadzór artystyczny nad różnymi instytucjami.
Obrazy i rysunki prezentowane obecnie na wystawie Spojrzenia wybrane przez jej córkę, Hannę Godowską, wzbudzają odczucia ambiwalentne. Z jednej strony realizm i dużo detalu w wielu portretach, z drugiej prostota form martwych natur i prymitywizm w pejzażach widoczny w jednoczesnym nawiązywaniu do nierealnej rzeczywistości i symboliki. Jest trochę obrazów oscylujących na granicy abstrakcji, a trochę zamazywania konturów w martwych naturach, gdzie kreska i kształt znikają wobec ważności barwy. Tytułowe Spojrzenia mogą być zarówno sposobem widzenia świata artystki, jak wyborem córki. Ale to może być także zachęta dla widza, dla mnie, do spojrzenia na wystawę moimi oczami i moimi doświadczeniami. Wystawę podzielono tematycznie, co w pewien sposób okazało się także kryterium zastosowanej palety barwnej.
Dużą część wystawy zajmują portrety. Maria Żwirełło stosowała tu świetliste kolory, nawet, jeśli zbliżała się do monochromatyczności, jak w Zamyślonej dziewczynie, biel tworzy pewien księżycowy nastrój, przełamane błękitami nocne światło. Jednak w wielu z nich dominują barwy słoneczne, odcienie żółci, pomarańczu, czerwieni. Statyczne często pozy kontrastują z rozwianymi włosami lub włosami niepokornymi, nie dającymi się poskromić. Mam poczucie, że włosy niektórych malowanych postaci są lustrem ich charakterów, niepokojów lub nutki szaleństwa. Natomiast te uładzone to włosy „geometryczne”, jakby malarka próbowała zapisać je przy pomocy figur łatwych do określenia. Niektórzy malarze pokazują charakter w oczach, inni w detalach służących niczym atrybuty. Według mnie Maria Żwirełło malowała włosy jako element najbardziej świadczący o temperamencie.
Geometryzacji jest w przedstawianych obrazach więcej, chociaż może to wewnętrzna potrzeba uporządkowania dość emocjonalnych prac. Część poświęconą uczuciom i egzystencjalnym rozważaniom zdominowały błękity i szarości. Obrazy Rozdzieleni, Modlitwa, Kosmici, Wrzeciono, Narodziny i Akt strzelisty są kompozycjami niemal abstrakcyjnymi, z silnymi akcentami konturu nie określającego kształtów, a przynajmniej nie takich, które przychodzą mi na myśl patrząc na tytuły obrazów. Pomimo elementów barwnych, jak czerwień, żółcie, zielenie, nie dają one żadnej przeciwwagi dla melancholijnego błękitu w różnych jego odcieniach. Dodatkowo przemyślenia malarki podkreślają stanowcze linie czerni i granatu. Artystka sama nadawała tytuły obrazom, ale, co ciekawe, na etapie szkiców, czasem bywały one inne. Teczka ze szkicami jest dostępna na wystawie.
Pejzaże i martwe natury nie mają w sobie podobnej spójności, nie ma w nich dominanty barwnej lub stylistycznej. Wielkie, nachodzące na siebie plamy złotokapu niczym malowany jedwab są całkowicie odrębnym dziełem, nie przystającym do pozostałych. Pejzaże albo mają w sobie wodę, albo słońce, które wydobywa ciemne kontury skał, nabrzeży, statków. Namalowany w 1982 roku Jesienny pejzaż po raz kolejny pokazuje Marię Żwirełło jako malarkę o spojrzeniu sięgającym do wewnątrz, nie do naśladowania natury. Spokojne beże i brązy zostały miejscowo przełamane ostrym konturem. W pewnym sensie przypomina mi ten obraz widok zza szyby, bez przezroczystości wody, ale jednak zniekształcony spływającym po niej deszczem. Ukryta, albo wymyślona przez artystkę symbolika niektórych pejzaży przywodzi na myśl obrazy sztuki naiwnej, prymitywnej, gdzie realizm miesza się z symbolem, a treść dzieła nie wynika z wielu lat poszukiwań twórczych, ale z wiedzy życiowej, przemyśleń na temat egzystencji.
Maria Żwirełło część swoich studiów artystycznych odbyła w Sopocie. Obecną gdańską Akademię Sztuk Pięknych w latach powojennych tworzyli artyści w dużej mierze wywodzący się ze środowiska kapistów (Komitet Paryski założony w 1926 roku przez Józefa Pankiewicza). Dominantą „szkoły sopockiej”, jak szybko zaczęto nazywać grupę artystów tworzących w sopockich wnętrzach Willi Bergera, ówczesnej siedziby Instytutu, a następnie PWSSP, było malarstwo oparte na kolorze, ale wpływ barwy był widoczny także w innych dziedzinach działalności: rzeźbie, tkaninie artystycznej, czy ceramice. W takich warunkach i wśród takich inspiracji, studiowała Maria Żwirełło, kontynuując rozpoczętą we Wrocławiu naukę w sopockiej pracowni prof. Józefy Wnukowej (tkanina artystyczna) oraz u  prof. Juliusza Studnickiego (malarstwo). Prace pokazywane na obecnej wystawie to obrazy z całego życia artystki, stylistycznie różne, ale z pewnym rysem sopockiej szkoły w sposobie traktowania barwy, rozedrganej, z rozproszonym światłem, co widać w martwych naturach. Szczególnie jedna z nich – Martwa natura z cebulami (1978) – to dzieło warte bliższego spojrzenia, obraz, dla którego warto pójść na wystawę. W Martwej naturze… nie cebule są najważniejsze, ale samotny irys pochylający się nad resztą kompozycji, której przypadkowość jest tylko pozorna. Pierwsze skojarzenia to Paul Cezanne i Józef Pankiewicz, jednak z przewagą Pankiewicza. Kolorystycznie obraz bardziej przypomina paletę barwną Cezanne’a, bo na pewnym etapie twórczości zaczął on odchodzić od impresjonistycznego, świetlistego koloru na rzecz ciemniejszych pigmentów, bardziej wydobywających głębię. Kompozycyjnie jego martwe natury miały w sobie wspomnianą przypadkowość, bywały wycinkiem rzeczywistości, a jeśli artysta komponował scenę, dbał o zachwianie harmonią, owoce były tam na chwilę, czasem sprawiały wrażenie, że zostały uchwycone tuż przed zsunięciem się z miski, czy stołu. U Józefa Pankiewicza, zafascynowanego na pewnym etapie twórczością Cezanne’a, martwe natury były układane z akademicką dbałością, a kolory równoważone. We wspomnianym obrazie Marii Żwirełło dopatruję się pośrednich inspiracji Cezanne’m i Pankiewiczem, ale mam do czynienia z przemyślaną kompozycją i spójną paletą barw. Nawet akcent fioletu irysa jest pokryty laserunkiem brązów, a błękitne refleksy wazonu lub szklanki są nałożone na pełne szarości i brązów tło. Żółta cytryna w dużej mierze znajduje się w brązowym cieniu cebul i garnka. Brązy i szarości jako barwy uspokajające dokładnie spełniły tu swoją rolę. Natomiast pochylenie irysa to przemijanie, w wazonie nie ma wody. Według zachowanych szkiców i relacji córki, irysy były motywem inspirującym artystkę.
Jak napisano w katalogu wystawy, prezentowane dzieła powstawały przez 60 lat twórczego życia artystki. Moje poczucie ambiwalencji wynika z różnorodności obrazów, ale jednocześnie jest kilka dzieł, z którymi można pobyć, dla mnie nadrzędnych. Jak napisałam wyżej Martwa natura z cebulami jako przykład dobrego pędzla, znakomicie oddanych barw i spójnej kompozycji. Warto przyjrzeć się także obrazom „egzystencjalnym” z niepokojami artystki i naszymi własnymi, spływającemu słoneczną żółcią Złotokapowi lub pełnemu wody pomimo braku błękitu Pejzażowi jesiennemu.  

 
biuletyn informacji publicznej 1 procent KRS
www.wspolnotagdanska.pl kontakt RODO - klauzula informacyjna ciasteczka (cookies) www.webap.pl