Inne
Benefis DARIUSZA SZRETERA
2025.12.01 / 19:00 / Gdańsk. Oliwski Ratusz Kultury / Benefis DARIUSZA SZRETERA.
Pretekstem do tego wydarzenia jest rocznica 35 lat pracy w zawodzie dziennikarza oraz przyznanie panu Szreterowi Nagrody Prezydenta Gdańska w dziedzinie Kultury.
Będzie bardzo emocjonalnie, bardzo uroczyście, bardzo pięknie.
ZAPRASZAMY
Dariusz Szreter.
WSPOMINKI: Był początek 1990, dwa miesiące po samorozwiązaniu PZPR, ale Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk formalnie jeszcze działał, choć większość z nas nie zdawała sobie z tego sprawy. Kiedy po dwóch miesiącach pracy „na sucho”, posłaliśmy wreszcie do drukarni pierwszy numer „Gazety Gdańskiej” i wszyscy zrobiliśmy głęboki wydech, sekretarz redakcji Grzesiek Fortuna, z paniką w oczach zakrzyknął: – Cholera jasna, przecież nie mamy pieczątki od cenzora! Pomyślałem, że żartuje. Ale nie, faktycznie w skromnym pokoiczku koło toalety wciąż siedział jeden uprzejmy pan, na zmianę z miłą panią. Wtedy już akceptowali wszystko, jak leci. Chyba tylko raz się zdarzyło, że zażądali wykreślenia numeru jakiejś jednostki wojskowej czy też może informacji o tym, gdzie się ona mieści. Jak już zamknęliśmy ten pierwszy numer, powiedziałem do mojego kumpla Gucia: – I teraz tak już codziennie, aż do emerytury… Wykrakałem. Jakkolwiek z ówczesnej ekipy tych, którzy pozostali w zawodzie (i nadal żyją), można policzyć na palcach jednej ręki.
Trochę się działo zawodowo przez ten czas: „Gazeta Morska”, Radio Plus, Orunia Sky, Radio ESKA Nord, „Głos Wybrzeża”, „Dziennik Bałtycki” (25 lat bez dwóch miesięcy), „Baltic Transport Journal”, Gdynia Radio. Radio Gdańsk też można dorzucić, bo przez trzy lata miałem tam cotygodniową audycję muzyczną. No i wreszcie „Zawsze Pomorze”.
Podczas ubiegłorocznego Święta Wolności i Praw Obywatelskich, gdzie w Strefie Społecznej mieliśmy swoje stoisko, podeszła do mnie czytelniczka. Rozmowa zeszła na kryzys dziennikarstwa. W końcu pani zapytała, co sprawia, że mimo to wciąż pracuję w mediach. Odpowiedziałem, że ten zawód daje mi jeden wielki przywilej: ilekroć nurtuje mnie jakiś problem, zawsze mogę zwrócić się z pytaniem do osoby, która jak sądzę ma coś mądrego do powiedzenia na ten temat, a taka osoba niemal nigdy nie odmawia mi rozmowy.
Pretekstem do tego wydarzenia jest rocznica 35 lat pracy w zawodzie dziennikarza oraz przyznanie panu Szreterowi Nagrody Prezydenta Gdańska w dziedzinie Kultury.
Będzie bardzo emocjonalnie, bardzo uroczyście, bardzo pięknie.
ZAPRASZAMY
Dariusz Szreter.
WSPOMINKI: Był początek 1990, dwa miesiące po samorozwiązaniu PZPR, ale Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk formalnie jeszcze działał, choć większość z nas nie zdawała sobie z tego sprawy. Kiedy po dwóch miesiącach pracy „na sucho”, posłaliśmy wreszcie do drukarni pierwszy numer „Gazety Gdańskiej” i wszyscy zrobiliśmy głęboki wydech, sekretarz redakcji Grzesiek Fortuna, z paniką w oczach zakrzyknął: – Cholera jasna, przecież nie mamy pieczątki od cenzora! Pomyślałem, że żartuje. Ale nie, faktycznie w skromnym pokoiczku koło toalety wciąż siedział jeden uprzejmy pan, na zmianę z miłą panią. Wtedy już akceptowali wszystko, jak leci. Chyba tylko raz się zdarzyło, że zażądali wykreślenia numeru jakiejś jednostki wojskowej czy też może informacji o tym, gdzie się ona mieści. Jak już zamknęliśmy ten pierwszy numer, powiedziałem do mojego kumpla Gucia: – I teraz tak już codziennie, aż do emerytury… Wykrakałem. Jakkolwiek z ówczesnej ekipy tych, którzy pozostali w zawodzie (i nadal żyją), można policzyć na palcach jednej ręki.
Trochę się działo zawodowo przez ten czas: „Gazeta Morska”, Radio Plus, Orunia Sky, Radio ESKA Nord, „Głos Wybrzeża”, „Dziennik Bałtycki” (25 lat bez dwóch miesięcy), „Baltic Transport Journal”, Gdynia Radio. Radio Gdańsk też można dorzucić, bo przez trzy lata miałem tam cotygodniową audycję muzyczną. No i wreszcie „Zawsze Pomorze”.
Podczas ubiegłorocznego Święta Wolności i Praw Obywatelskich, gdzie w Strefie Społecznej mieliśmy swoje stoisko, podeszła do mnie czytelniczka. Rozmowa zeszła na kryzys dziennikarstwa. W końcu pani zapytała, co sprawia, że mimo to wciąż pracuję w mediach. Odpowiedziałem, że ten zawód daje mi jeden wielki przywilej: ilekroć nurtuje mnie jakiś problem, zawsze mogę zwrócić się z pytaniem do osoby, która jak sądzę ma coś mądrego do powiedzenia na ten temat, a taka osoba niemal nigdy nie odmawia mi rozmowy.