Inne

OAS. Katedra Reportażu. ZIEMOWIT SZCZEREK

Zapraszamy na kolejne spotkanie w ramach Katedry Reportażu na Wydziale Literatury Oliwskiej Akademii Sztuki. Jest to wspólny projekt Fundacji Wspólnota Gdańska i Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku.

Tym razem naszym gościem będzie młody, ale już wybitny Ziemowit Szczerek, laureat Paszportu Polityki 2013.

Pierwsze spotkanie odbędzie się w Bibliotece Oliwskiej (Filia nr 2 WiMBP) w piątek, 14 marca 2014 o godzinie 18.00. Będzie ono poświęcone najnowszej książce Ziemowita Szczerka pt. „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian”, która zawiera reportaże o współczesnej Ukrainie. Spotkanie będzie prowadził dr Bartosz Dąbrowski, literaturoznawca z Instytutu Filologii Polskiej (Wydział Filologiczny Uniwersytetu Gdańskiego). Więcej informacji na stronie Biblioteki.

Drugie spotkanie będzie miało miejsce w Galerii Sztuki Warzywniak w sobotę , 15 marca 2014 o godzinie 12.00. Zapraszamy wszystkie osoby zainteresowane WARSZTATEM REPORTERA. Nasz gość opowie co robić, by namówić ludzi do szczerych rozmów oraz jak pisać, by reportaż był interesujący dla czytelników. Dowiemy się także co to jest GONZO i jak się ma ten styl tworzenia reportaży do tzw. \"reportażu obiektywnego\".

-------------------------------------------

Ziemowit Szczerek jest dziennikarzem portalu Interia.pl, współpracuje z „Nową Europą Wschodnią”. Jest autorem opowiadań publikowanych m.in. w „Lampie”, „Studium”, „Opowiadaniach” i E-splocie oraz współautorem wydanej w 2010 książki pt. „Paczka radomskich”. Pisze doktorat z politologii. Zajmuje się wschodem Europy i dziwactwami geopolitycznymi, historycznymi i kulturowymi. Jeździ po dziwnych miejscach i o tym pisze. Ostatnio najbardziej inspiruje go gonzo i literatura oraz dziennikarstwo podróżnicze.

„Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” jest opowieścią o polskich „plecakowcach” wyjeżdżających na Wschód w poszukiwaniu „hard-koru” i przygody. Głównym celem ich wędrówek jest Ukraina, którą przemierzają pociągami, rozklekotanymi autobusami i marszrutkami, zbierając historie, które - po odpowiednim „podrasowaniu” – sprzedają żądnym podobnych treści rodakom. Jest to narracja o odrzuceniu i fascynacji, o potrzebie eks-tensyfikacji w osobie Innego tego, czego próbujemy nie zauważać u nas samych. Przedstawia jedno-cześnie Ukrainę jako przestrzeń wypartego w – świa-domie prozachodniej – mentalności Polaków. Przy tym wszystkim jednak, utwór da się rozpatrywać także jako apologia polskiej ruchliwości i ciekawości świata, którą we współczesnej Europie Środkowo-Wschodniej można uznać za coś wyjątkowego.

-------------------------------------------

Gonzo – subiektywny styl reportażu lub filmu dokumentalnego, w którym dziennikarz, reporter lub twórca, zamiast pozostawać biernym obserwatorem, angażuje się osobiście w swój materiał. Subiektywne opinie są tu traktowane jako środek artystycznego wyrazu, co sprawia że ten styl jest tak samo bliski dziennikarstwu, jak i beletrystyce. Szczyt popularności stylu przypada na lata 60. i 70. XX w. Filarem gonzo jest przeświadczenie, że dziennikarstwo może być bardziej prawdziwe i dosłowne bez przestrzegania tradycyjnych zasad reportażu,  czy podstawowych prawideł sztuki dziennikarskiej, w tym zasad etycznych. Sam styl wywodzi się bezpośrednio z XX. wiecznego literackiego prądu intelektualnego zwanego Nowym Dziennikarstwem.
(źródło: wikipedia.org)

-------------------------------------------

WYWIAD Z ZIEMOWITEM SZCZERKIEM (źródło: www.rp.pl)

Marcin Kube (Rzeczpospolita): Czego na Ukrainie szukają Polacy w pana książce?
Ziemowit Szczerek: Wypatrują tego, czego sami najbardziej u siebie nienawidzimy i skrzętnie wypieramy.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): Pisze pan, że na Ukrainie jest „tak samo jak w Polsce, tylko bardziej\".
Ziemowit Szczerek: Tam postsowiecki bałagan był na widoku, więc można powiedzieć, że takich rzeczy u nas nie ma. Czujemy się więc bardziej europejscy i dowartościowani jako „cywilizowany kraj\", choć wystarczy pojechać do głupich Czech, by z tej samej perspektywy móc patrzeć na Polskę. Najmocniejszy fragment „Mordoru\" to dla mnie scena, gdy polscy studenci przymuszają ukraińskiego dziadka i jego syna do pijaństwa, bo chcą się napić z „lokalsami\". Takich scen widziałem więcej, spotkałem wielu rodaków szukających mitycznego „ruskiego hardkoru\". Młodzi artyści fotografowali to, co najbardziej pokraczne i ponure. Potem robili z tego wystawy w Polsce, rozczulając się nad wschodnią biedą, choć nasz kraj też nadaje się na miejsce kontemplacji wschodniego „hardkoru\". Jeśli Czechy trochę wyglądają jak przaśna i biedna wersja Niemiec, to Polska kojarzy się z nieco uzachodnioną wersją „ruskiej\" Europy Wschodniej.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): Nie oszczędza pan nikogo.
Ziemowit Szczerek: Nie chciałbym przesadzać, bo na Wschód gna nas także ciekawość świata. Nie jeździmy tylko po to, by się dowartościować, ale też by zobaczyć to, co wydaje się u nas już niemożliwe wskutek przemian. Na nasz sposób podróżowania nakładają się klisze i stereotypy – tradycje kresowe, schulzowski Drohobycz. Ostatecznie jednak podróżujemy, bo jesteśmy ciekawi tej krainy na wschodzie, jej kultury i tego, co nas łączy. Problem leży w tym, do czego się często ograniczamy w naszych podróżach.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): „Gonzo\", do którego pan się odwołuje, to reportaż pełen zmyśleń. Wierzy pan w obiektywizm i prawdę w reportażu?
Ziemowit Szczerek: Rzetelny reportaż to jedno, ale w literaturze nie jest to dla mnie najważniejsze. Nie lubię pisać dokumentalnych relacji, bez elementów fikcyjnych. Każdą literacką opowieść przetwarzam, dzięki temu bohater może zrobić więcej, niż ja bym sobie pozwolił. Rozumiem tych, którzy bronią rzetelności reportażu, sam, gdy go piszę, trzymam się faktów. Ale nie wszystko musi być klasycznym reportażem. „Gonzo\" ma także tę zaletę, że może pan się za nim schować jako autor. Na pytanie, czy narrator jest panem, można odpowiedzieć: Daj spokój, to „gonzo\". Lubię, kiedy twórca rozmywa swoją biografię. Gdzie się podział motyw autora, który w każdym wywiadzie zmyśla na nowo swój życiorys? Gdzie się podział element autokreacji? Brakuje mi tego i dlatego sięgnąłem po metodę „gonzo\". Mogłem obdarzyć bohatera doświadczeniami, których nie mam. Mógł przeprowadzić rozmowy, których nie przeprowadziłem, i robić rzeczy, których bym nie zrobił, jak choćby – uwaga, drogie dzieci – jazda samochodem pod wpływem alkoholu.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): Czyli Łukasz Ponczyński – bohater i narrator „Mordoru\" – jest alternatywną wersją Ziemowita Szczerka?
Ziemowit Szczerek: Tak jakby. To nie jest moje alter ego, ale wiadomo, że obdarzam go swoją biografią i doświadczeniem. To jest sztuka, by wyjść od pisania o sobie, a dalej postać powinna zacząć żyć własnym życiem. Najlepszy przykład to Gombrowicz, który cały czas chował się za Witoldem, który był i nie był nim.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): Jak długo zbierał pan reportaże do „Mordoru\"?
Ziemowit Szczerek: Podróżowałem na Ukrainę od dekady, ale poszczególne rozdziały powstały w dość krótkim czasie. Korzystałem z licznych notatek, moich dawnych artykułów, rozmów i wspomnień.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): „Mordor\" zaczyna się od przekraczania i kończy się powrotem. Co się zmieniło w spojrzeniu Łukasza na Ukrainę?
Ziemowit Szczerek: Mój bohater z każdą podróżą na Ukrainę dostrzega coś więcej. Zaczyna przyjmować perspektywę miejscowych. „Mordor\" rozpoczyna się z perspektywy turysty, który szuka wrażeń. Kończy się powrotnym przejściem, a opis skupia się na Ukraińcach próbujących wjechać do Polski.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): Ukraina nadal tak wygląda?
Ziemowit Szczerek: Coraz lepiej odnajduje się w rzeczywistości. Nieco inaczej niż Europa Środkowa, inaczej niż Zachód, ale się odnajduje. Wtedy był to dla mnie postsowiecki Disneyland, świat, który pamiętałem z wczesnego dzieciństwa w PRL, restauracje, w których wiecznie obrażone kelnerki w papierowych diademach łaskawie podawały jedzenie. A w kartach menu były jakieś kuriozalne tłumaczenia w stylu „Kurczak po pekińsku\" – „chicken on People\'s Republic of China\". Parę rzeczy się jednak nie zmieniło, wie o tym każdy, kto próbował robić tam interesy.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): A gdzie dzisiaj należy jechać w poszukiwaniu postsowieckiego „hardkoru\"?
Ziemowit Szczerek: Sam nie wiem, to był bardzo specyficzny czas. Ukraina otworzyła się na turystów, a jeszcze nie zaczęła reform wewnętrznych i można było zobaczyć świat zanurzony jedną nogą w sowieckim totalitaryzmie, a równocześnie nieporadnie raczkujący w kapitalizmie. Znamy to doskonale z Polski. Często zapominamy, że u nas było, a miejscami ciągle jest, podobnie.

Marcin Kube (Rzeczpospolita): Studiował pan historię, a skończył prawo, teraz pisze pan doktorat z politologii na temat Ukrainy. Mocno panem kręciło.

Ziemowit Szczerek: Studiowałem, a w międzyczasie podróżowałem. Po studiach próbowałem pracy biurowej, ale byłem niezdyscyplinowanym, kiepskim pracownikiem – bez motywacji. Cisnąłem to w cholerę. Zrozumiałem, że nie chcę spędzić życia w biurze. Nie nadaję się na „normalsa\", nie potrafię prowadzić poukładanego życia, choć rozumiem, że gdyby nie armia „normalsów\" utrzymujących jaki taki ład i porządek, nie byłoby miejsca dla takich jak ja.

-------------------------------------------

Udział w spotkaniu nie wymaga rejestracji i wpłaty kaucji.